Moja schizofrenia )ewolucji choroby ciąg dalszy(

F25 - zaburzenia schizoafektywne
cpn
zarejestrowany użytkownik
Posty: 13
Rejestracja: czw gru 08, 2016 9:51 am
Status: politolog
płeć: mężczyzna

Moja schizofrenia )ewolucji choroby ciąg dalszy(

Post autor: cpn »

Wszystko zaczęło się na studiach w Chełmie.

W 2008 roku zapadłem na schizofrenię paranoidalną. Wydawało mi się, że mogę sterować ludźmi myślami (na odległość). Widziałem kolorowe kropki. Było ich całe mrowie.

zielone = nowa myśl
czerwone = kasowanie myśli
niebieskie = zupełnie nowa myśl
fioletowe = zmiana kierunku myślenia

Potem było już tylko gorzej... Zaczęły się lęki. Obezwładniające. Czułem, że prześladowany przez służby specjalne USA, Polski i Rosji. W czasie lęku występowało wywracanie się oczu do góry. Mogłem tylko leżeć i cierpieć prześladowania. Podejrzewałem, że śledzą mnie satelity wojskowe i robią mi zdjęcia z orbity a wścibscy sąsiedzi obserwują mnie przez lornetki przez okno. Czułem wtedy TYLKO przenikający lęk. Strasznie się pociłem. Ból psychiczny a jednocześnie fizyczny. Coś strasznego !!

Leżałem łącznie 4 razy. 2 w klinice na Głuska w Lublinie i 2 na oddziale rehabilitacyjnym (popularnie zwanym trójką). I tak. Klinika psychiatryczna w Lublinie to pierwsza liga. TAM LECZĄ a inne odziały to raczej horror tak jak "czwórka". W czasie pobytu lęki się zmniejszyły do epizodów tylko późnym popołudniem. Jeśli łapał mnie lęk to tylko od 17.30 do całkowitego zaśnięcia. Tylko sen mógł zdjąć ze mnie te nieprzyjemne uczucia. Zaczęło do mnie dochodzić, że jest ja i moja choroba. Teraz wiem, że to tylko urojenia, ale gdy dojdą one do mnie to trudno mi wybić z głowy, że choróbsko, które mnie atakuje jest prawdą. Wieżę w to solennie. Sad but true.

Obecna diagnoza. Zaburzenia schizoafektywne

# Leki

- Biorę Klozapol. Dobry tek na lęki, ale nieidealny. 0-0-3
- Faxolet. Niezastąpione na depresję 3-2-0
- Lit - 1-0-0
- Apra 1-0-0

Co jeszcze ? Na studiach uczyłem się dobrze. Egzaminy zaliczałem w pierwszych terminach.
Poza tym mam zanikającą korę mózgową. Wyszło w badaniu rezonansem magnetycznym. Ponoć schizofrenia to choroba neurodegeneracyjna... ale nie mam problemów z myśleniem. Trochę z planowaniem. Mimo wszystko czytam. Przeciwdziałam niedobrym procesom zachodzącym w mojej mózgownicy. Mózg to plastyczny organ, więc może kiedyś się odbuduje.

Oooo i tak ! Musiałem to z siebie wypluć
Ostatnio zmieniony sob lis 25, 2017 5:33 pm przez cpn, łącznie zmieniany 1 raz.

malgorzateka
bywalec
Posty: 84
Rejestracja: pn mar 07, 2016 4:55 am

Re: Moja schizofrenia )ewolucja choroby(

Post autor: malgorzateka »

Zanikająca kora mózgowa... Często śnię świadomie, więc mam rozbudowaną korę mózgową ;-) Ja bym połączyła to z dawnym wyrażeniem dementia praecox, czyli otępienie młodzieńcze, czyli odnosząc się do neurodegradacji/degenracji, o której wspominasz, bo to określenie wyjaśnia jakby więcej, niż schizo-frenia= rozszczepiony umysł, bo to schizofrenia sugeruje raczej osobowość dysocjacyjną, czy coś w tym stylu, jakby jedna ręka nie wiedziała, co robi druga. Ja mam jedną osobowość, jeden charakter, jedną jaźń. Jak brałam Rispolept, miałam wrażenie, że producent i służby monitorują to, co myślę, widzę, słyszę, czuję...
Ostatnio zmieniony czw gru 08, 2016 9:07 pm przez malgorzateka, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
dzwonkowy
zaufany użytkownik
Posty: 1250
Rejestracja: pn paź 31, 2016 6:51 pm
Status: schizofrenik - rezydent
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: poczekalnia życia

Re: Moja schizofrenia )ewolucja choroby(

Post autor: dzwonkowy »

Wszystkiego dobrego.
Powodzenia w nauce i czytaniu!
Każdy dźwiga własny schiz.

cpn
zarejestrowany użytkownik
Posty: 13
Rejestracja: czw gru 08, 2016 9:51 am
Status: politolog
płeć: mężczyzna

Re: Moja schizofrenia )ewolucja choroby(

Post autor: cpn »

Kora mózgowa to strategiczna część mózgu... Oglądaliście film ,,Odyseja kosmiczna 2001" ?

W końcowych scenach Bowman wyłącza komputer Hall-9000...

https://www.youtube.com/watch?v=E-La91wr8xw

Gdy Dave po kolei odłącza wyższe funkcje mózgowe Hall zaczyna się bać >>My mind is going. I can feel it”<< . Czuje strach, lęk... I tak chyba jest z korą nową. Jeśli jej brak to człowieka imają się lęki. Tak myślę.

Awatar użytkownika
applejuice
zarejestrowany użytkownik
Posty: 15
Rejestracja: pt gru 12, 2014 10:25 pm

Schiz i Asperger

Post autor: applejuice »

Czesc, u mnie tez byl to rok 2008 i studia. Tak jak piszesz najwazniejsze to odroznic chorobe od siebie samego. To choroba sprawia ze mysle tak jak mysle, ze mam urojenia. To nie jestem ja, tylko choroba.

Znam ten ból psychiczny i fizyczny, ale ja to mam urojenia wspomnien. Mam wrazenie ze cos wydarzylo sie kiedys w moim zyciu o czym nie chca mi powiedziec albo ze obecnie choruje na cos i wszyscy mnie oklamuja.

A co sadzicie jaki zwiazek moze miec Syndrom Aspergera ze schizofrenia. Czasem czuje sie tak jakbym go miala. Podobno chorzy na Asp czesciej zapadaja na schiz. Ale czy jedno moze wywolac drugie odwrotnie tzn schiz -> Asp?

Pozdrawiam cpn :) nie poddawajmy sie i badzmy swiadomi.

Awatar użytkownika
Niemamnie
bywalec
Posty: 15560
Rejestracja: pn lip 30, 2018 9:52 pm
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: z Czarnych Dziur, z Pustek Kul, z Lasu gdzie nie ma Czasu

Re: Moja schizofrenia )ewolucja choroby(

Post autor: Niemamnie »

Schizofrenia powoduje autyzm, ale psychoterapia jest skuteczna w tym rodzaju autyzmu.
Wiele osób mających władzę nad światem nie ma władzy nad życiem. A ci którzy mają władzę nad życiem nie mają władzy nad światem. Gdzie tu sprawiedliwość.

Awatar użytkownika
applejuice
zarejestrowany użytkownik
Posty: 15
Rejestracja: pt gru 12, 2014 10:25 pm

Re: Moja schizofrenia )ewolucja choroby(

Post autor: applejuice »

Z tego co wiem sa spekulacje ze autyzm jak i jego lzejsza forma Asperger sa powodowane przez wady genetyczne... skad wiec autyzm nastepstwem schizofrenii? Pytam bo moze okazuje sie ze to nie geny...?

Awatar użytkownika
Niemamnie
bywalec
Posty: 15560
Rejestracja: pn lip 30, 2018 9:52 pm
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: z Czarnych Dziur, z Pustek Kul, z Lasu gdzie nie ma Czasu

Re: Moja schizofrenia )ewolucja choroby(

Post autor: Niemamnie »

Donald Trump ostatnio ogłosił, że powoła komisję śledczą do spraw szczepionek które rzekomo powodują autyzm.
Wiele osób mających władzę nad światem nie ma władzy nad życiem. A ci którzy mają władzę nad życiem nie mają władzy nad światem. Gdzie tu sprawiedliwość.

Awatar użytkownika
applejuice
zarejestrowany użytkownik
Posty: 15
Rejestracja: pt gru 12, 2014 10:25 pm

Re: Moja schizofrenia )ewolucja choroby(

Post autor: applejuice »

To moze i szczepionki powoduja schizofrenie???

Awatar użytkownika
Niemamnie
bywalec
Posty: 15560
Rejestracja: pn lip 30, 2018 9:52 pm
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: z Czarnych Dziur, z Pustek Kul, z Lasu gdzie nie ma Czasu

Re: Moja schizofrenia )ewolucja choroby(

Post autor: Niemamnie »

Śledztwo potwierdzi lub zaprzeczy, nie mogę przesądzać zamiast sądu.
Uwaga całego świata obecnie koncentruje się na prezydenturze Donalda Trumpa.
Wiele osób mających władzę nad światem nie ma władzy nad życiem. A ci którzy mają władzę nad życiem nie mają władzy nad światem. Gdzie tu sprawiedliwość.

cpn
zarejestrowany użytkownik
Posty: 13
Rejestracja: czw gru 08, 2016 9:51 am
Status: politolog
płeć: mężczyzna

Re: Moja schizofrenia )ewolucja choroby(

Post autor: cpn »

Czy macie coś takiego jak syndrom powidokowy ?

To takie zaburzenie (najczęściej przedlękowe) , które objawia się tym, że gdy patrzymy na coś i potem zamkniemy oczy to widzimy świetlne kolorowe punkty przed oczami i fluktują w coś innego co zobaczyliśmy. Uffff iii zaczynają się lęki przed służbami specjalnymi. Wtedy pragnę położyć się na brzuchu i ramieniem zakryć oczy przed światłem.

Czy macie coś podobnego ?

Matthew Kent
zarejestrowany użytkownik
Posty: 8
Rejestracja: pt lut 16, 2018 9:43 pm
płeć: mężczyzna

Re: Moja schizofrenia )ewolucji choroby ciąg dalszy(

Post autor: Matthew Kent »

Dzień Dobry. Od kilku lat choruje na schizofrenie i chciałbym podzielić się z wami moimi doświadczeniami na temat choroby i pozwolić wam uwierzyć że jeśli będziecie cierpli , oteoczeni miłością i wiarą w lepsze to napewno się uda tylko trzeba chcieć i być wytrwałym
[youtube][/youtube]https://www.youtube.com/watch?v=Uy26-yw ... gs=pl%2Cwn

Awatar użytkownika
aspagnito
zaufany użytkownik
Posty: 210
Rejestracja: czw mar 15, 2007 8:16 pm
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Brzeg Dolny

Re: Moja schizofrenia )ewolucji choroby ciąg dalszy(

Post autor: aspagnito »

U mnie zaczęło się praktycznie od szału miłosnego i tego, że podano mi szałwię wieszczą i psylocybinę bez mojej wiedzy i zgody. Na początku nie miałem wyboru u którego lekarza chcę się leczyć - rodzina zadecydowała inaczej, a ja musiałem się do tego dostosować. Dziś są innego zdania, choć konsultuję z nimi ewentualną zmianę lekarza - a leki biorę systematycznie i pokazuję każdą braną dawkę.
Studia skończyłem mimo choroby, choć wesoło nie było. Byłem jednak bardzo chory, choć lubiany, zwłaszcza przez wykładowców - zdarzały się dziwne sytuacje, które nie były w ogóle niepokojące, ale niezrozumiałe - wykładowcy potrafili to docenić. Na przykład byłem na sali, miałem wrażenie bycia wkręcanym przez wykładowcę (kilka razy), wykładowca opowiadał coś bardzo skomplikowanego, próbowałem nadążać, ale w pewnym momencie jakby wyświetliło mi się przed oczami jakieś pojęcie naukowe i czułem, że muszę to głośno powiedzieć. Mówiłem - sala w śmiech, łącznie z naukowcem, który przechodził dalej. Po niecałej minucie jednak dalszego wykładu naukowcy nie dawało to spokoju i nagle zaczął coś świergolić w swoim języku - kompletny naukowy świergot, a na samym końcu dziękował mi przy całej sali, że coś takiego powiedziałem i wyrażał dla mnie uznanie, co oczywiście było ogromnym zdziwieniem dla reszty studentów - często mi się coś takiego na studiach (w chorobie) zdarzało, choć jak byłem jeszcze zdrowy w liceum, to też.
Moim problemem, zwłaszcza w chorobie było to, że byłem "łatwym celem". Mam przez to na myśli to, że jak stało stu w szeregu i trzeba było kogoś posłać na "misję niemożliwą", to zawsze padało na mnie. Przeważnie nie wiedzieć czemu ja te zadania wypełniałem, ale żeby nie wyszło, że jestem jakiś "lepszy" grałem potem ofiarę i próbowałem usprawiedliwić bierność innych i uzasadnić, że to nie dzięki mnie, tylko dzięki nim.
Studia zdałem pomimo choroby - mimo że na koniec studiów, tuż przed obroną miałem poważny nawrót i byłem w szpitalu, to obroniłem się na ocenę "dobry".
Próbowałem wielokrotnie podejmować pracę, jednak zawsze jest tak samo. Na początku jestem jakby pracownikiem miesiąca i wszyscy mnie lubią. Zwłaszcza szefowie. Jednak nagle mam wrażenie, że chce mi się udowodnić, że mam konkretne miejsce w szeregu - pojawiają się nierealne polecenia, których ja nie mam wykonać, a ja podejmuję tą gimnastykę i wywiązuję się z tego tak, jak powinienem się wywiązać - nie oznacza to, że zawsze zrobię coś niemożliwego, tylko jest tak, że robię dokładnie tak, jak powinienem to zrobić i niestety nikt nie może mnie sprowadzić do poziomu gruntu, czy pionu kaloryfera. Nie potrafię inaczej, zwłaszcza, że praca to pewne obowiązki i trochę to trwa, zanim ktoś zechce mnie "przetestować". Po czymś takim jestem jakby "zdemaskowany" i grzecznie muszę się wycofać. Najczęściej po prośbie. To sprawia, że albo jest nawrót, albo nawrót z hospitalizacją. Ani jednak ja, ani rodzina nie godzi się najczęściej na hospitalizację (lekarz proponuje mi ją 1-2 razy w roku), bo w szpitalu koncentruję uwagę na sobie, przejmuję problemy innych i potrafię wszystkich z sobą na dłuższą metę skłócić).
Mój szał miłosny do pewnej piosenkarki jakiś czas temu kompletnie się skończył, ale trwał blisko 20 lat. Nie chę omawiać dlaczego, ale postanowiłem coś z tym zrobić i pomogła mi pewna konkretna modlitwa.
Kilkukrotnie uciekałem z domu. W 2001 roku w lecie wyszedłem z domu i powiedziałem, że dla teej piosenkarki przepłynę Ocean Atlantycki. Nie miałem intencji popełniać samobójstwa - nie mam w ogóle depresji, a myśli samobójcze u mnie nie istnieją. Na początku choroby miałem jedną myśl samobójczą - powiedziałem do Boga, że bardzo chcę, aby zakończył mój żywot, ja położę się na brzuchu i poczekam 15 minut i proszę niech się moje życie skończy. Nie skończyło się i to była praktycznie jedyna moja myśl samobójcza. Jak wyszedłem nad Bałtyk (przez Bałtyk planowałem dopłynąć do Oceanu Atlantyckiego), to nie było mnie 12 dni. Z czego 11 dni nie spałem. Doszedłem praktycznie do samego Bałtyku, ale w pewnej mieścinie Policja zgarnęła mnie z ulicy. Byłem praktycznie nagi - miałem tylko koszulę, którą dostałem od pewnego rolnika i kokardkę na szyi ze sznura do snopowiązałek, bo udawałem Freda Flintstone'a. Wszystko z tamtego okresu pamiętam.
Gdy się rozchorowywałem miałem taki moment pełnego zdrowia - zdałem sobie sprawę, że się rozchorowywuję i że mogę to jednak w tym momencie przerwać. Pomyślałem jednak, że wiem do czego doprowadzi mnie życie, które tak naprawdę inni napisali dla mnie (nie będę się nad tym tutaj rozdwajał) i nawet jeśli nie to, to bez tej choroby nie będę w stanie usunąć ze mnie jednej wady, którą mi uświadomiono, a która zaczęła mi wtedy bardzo przeszkadzać. Nie będę mógł przestać być arogancki. W pewnym sensie moja choroba jest więc chorobą na życzenie.
Zmieniłem studia - ukończyłem ostatecznie uczelnię prywatną i jestem z tego zadowolony. Już wtedy próbowałem pracować. Pracowałem w pewnej agencji reklamowej w dużym mieście, ale ze względu na to, że coś było ze mną nie tak, nie za bardzo mnie lubiano. Choć ja się starałem, a inni próbowali. Opracowałem kilka propozycji reklam, a dwie się przyjęły. Była to reklama lodówek BEKO na przykład, gdzie pierwsza reklama według mojego pomysłu polegała na tym, że w nocy mąż i żona leżą na łóżku, żona jest w ciąży, a mąż co chwila przynosi jej z lodówki jedzenie - projekt się spodobał. Był skalowalny. Przez lata był kontynuowany - rodziły się dzieci, wjeżdżały do kuchni w samochodzikach, szły do szkoły i spotykały tam futbolistów.
Drugim pomysłem, który się przyjął, a zktórego chyba nie do końca powinienem być dumny był pomysł na to jak sprzedawać staruszkom "renty dożywotnie" za to, że np. zrzekają się praw do mieszkania po śmierci. Jeśli widzieliście reklamy z prostymi wielkimi literami i zatroskanymi staruszkami, którzy opowiadają o tym, że nie starczało im na leki i na życie, ale przyszła taka pani, a oni złożyli podpis i teraz są szczęśliwi, bo mają pieniądze - wszystkie takie reklamy były według szczegółowego schematu. Schematu, który stworzyłem ja. Opracowałem też reklamę Turcji jako ośrodka turystycznego, ale szef kazał mi zrobić tłumaczenie zapytania ofertowego w domu z angielskiego na polski, ale ja dojeżdżałem, byłem chory i zmęczony - pomyślałem, że będę pracował w pracy, a dom mam od czegoś innego, zresztą miałem jeszcze studia i choć reklama była genialna, to nie przeszła. Moja koleżanka z pracy zaprosiła mnie na noc reklam w kinie i kupiła mi nawet bilety, bylebym tylko poszedł, a ja nie poszedłem. Następnego dnia przyszła z genialnym pomysłem projektu, nad którym cała agencja zmóżdżała się od tygodni - o jakimś drobnym gnojku, który wszystkich wkurza. Oczywiście wtedy już chodziło konkretnie o mnie. Tak właśnie powstała reklama "Danio". Wcześniej miało się to nazywać "Seryo", (bo serek), ale ja się upierałem, że tak nie może być, bo to było kopiowanie Shreka.
Rozchorowałem się pod koniec 1999 roku. Praktycznie od 2000 roku życie spędziłem leżąc na łóżku, słuchając muzykę i myśląc. Przez 16 lat. Było to oczywiście marnowanie czasu, ale dziś podchodzę do tego inaczej. Miałem problem i nikt nie gwarantował jego rozwiązania. Baaa... jeśli bym się zgłosił do kogoś o rozwiązanie tego problemu - wyszło by na to, że jestem jeszcze bardziej chory. Słuchając muzyki i myśląc emocje pobudzały moją wyobraźnię i tworzyły fantazje. Cały czas. Może się to komuś wydawać chore, ale dla mnie była to jedyna zdrowa rzecz, jaką robiłem. Zaczął we mnie narastać pewien problem, ale też potencjał. Praca powiększa umiejętności, ale marnowanie czasu powiększa talent. O ile umiejętności są jak budynek, to talent jest pewną podstawą po tym budynkiem. Nie można zrobić spektakularnego budynku na lichym piedestale. Ten piedestał zapewniło fantazjowanie i marnowanie czasu. Jednak sam ten talent i potencjał bez pracy nad sobą zaczął się stawać przeogromnym obciążeniem. Nie wykorzystywałem tego, co we mnie jest i coraz gorzej ze mną było, choć wiedziałem, że stać mnie na coraz więcej. Praca była kompletnie wykluczona - byłem chronicznym pacjentem i coraz gorzej sobie radziłem z prostymi czynnościami. Ostatecznie trafiłem do szpitala po długiej remisji i trafiłem do dobrego lekarza, który dał mi leki, na których zacząłem robić postępy. Jednak stało ię tak dlatego, że powiedziałem dopiero wtedy sobie, że muszę nad sobą pracować. Obrałem nierealne cele życiowe, aby moja chora psychika z nich nigdy nie zrezygnowała i żeby były usprawiedliwieniem dla wymuszania przeze mnie aktywności, z których conajmniej większość będzie normalna.
To wtedy na tym "piedestale" zacząłem budować ten budynek umiejętności. Wyznaczyłem też czas, do kiedy tak będę robił i choć wiem, że to chore taki czas sobie wyznaczać, to wiem, że będę tak robił do kwietnia 2023 (wtedy według moich wyliczeń zdołam zakończyć wszystkie moje projekty). Jeśli nie wszystko uda mi się do tej pory zrealizować (z rzeczy, które sobie założyłem) zawieszę mimo wszystko wszelkie takie próby i zrobię wszystko, aby żyć normalnie. Już teraz robię wiele normalnych rzeczy, ale w różnych sytuacjach pojawia się choroba. Pojawia się często takie zjawisko, że nie wiem skądś coś wiem, ale wiem i mówię to, a czasem jak ktoś sprawdzi, to to się okazuje prawdę i różnie ludzie na to reagują. Nie tylko chodzi o to, ale te imperatywy, te przymusy, te przekonanie że część mojej świadomości nie należy do mnie jest bardzo uciążliwa i zdradziecka - ludzie nie zauważają najczęściej, że jestem chory i oczekują ode mnie zdrowych rzeczy, a ja nawalam.
Praca nad sobą ma to zmienić.
Do tej pory udało mi się albo wyeliminować wiele objawów choroby, albo przenieść chorobę w sferę objawów, o których ludzie rzadko wiedzą, czy dyskutują. Głównie dzięki współpracy z lekarzem, wsparciu otoczenia, pracy nad sobą czy modlitwie. Proces ten jednak nie jest gotowy i podobnie jak zdecydowałem wtedy, że nie mogę być zdrowy i arogancki i wolę być chory, to teraz wiem, że muszę sprawę doprowadzić do końca. Najczęściej dnia mi brakuje, aby zrobić wszystko to, co chciałem danego dnia zrobić.
Bez kompleksów w stronę jutra.

Wróć do „zaburzenia schizoafektywne”