.

  -TMOVE_BUTT AMOVE_BUTT SMOVE_BUTT
User avatar
mei
zaufany użytkownik
Posts: 8272
Joined: Sun Jun 10, 2007 9:12 pm

Re: psychoterapia niszczy mi zycie

Postby mei » Wed Apr 02, 2014 9:16 pm

Mei zmien sobie tego awatara w tych pordietach wyglada jqk aniol smierci sle mi sie kojarzy jeszcze mi mei w paranoje popadniesz
Ja się Twoich awatarów nie czepiałam. :)
Kochajcie tych, których chcecie kochać, żyjcie tak, jak chcecie żyć i nigdy nie pozwólcie by ktokolwiek przeszkodził wam w zmienianiu waszych marzeń w rzeczywistość.
Jared Leto, 13.04.2014.

F20
zaufany użytkownik
Posts: 8184
Joined: Sat Apr 06, 2013 2:02 pm
Status: Mentczennnik
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 9

Re: psychoterapia niszczy mi zycie

Postby F20 » Thu Apr 03, 2014 2:05 pm

Nie ma złych tematów w psychoterapii, jeżeli tylko mówi się o sobie. Dobry psycholog wyciągnie słuszne wnioski z wszystkiego, co mówimy. Poza tym, paradoksalnie, pogorszenia stanu jest spowodowane tym, że psychoterapia pomaga. Najpierw jest pogorszenie, a potem poprawa.
SWIETA RACJA!
Widze ze podkradasz mi pomysl na moja therapy
viewtopic.php?f=17&t=16829

F20
zaufany użytkownik
Posts: 8184
Joined: Sat Apr 06, 2013 2:02 pm
Status: Mentczennnik
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 9

Re: psychoterapia niszczy mi zycie

Postby F20 » Thu Apr 03, 2014 2:10 pm

dodam jeszcze
chciałabym aby terapeuta pomógł mi uwierzyć w siebie w moje możliwości
natomiast
mój psychoterapeuta pracę ze mną widzi w ten sposób
"ona czuje się jak gówno, moją rolą jest aby pogodziła się z tym,że faktycznie tym gównem jest"
Hahaha moja psychoza dzialala nieraz tak samo w dodatku jeszcze mi sponsorowala pogodzenie sie z zmarnowanym i uciekajacym zyciem zamiast go zmienic. Dzisiaj jak mi sie trafi jakis ochlap to hede sie czul jakbym pana bBoga za piety chwycil.

F20
zaufany użytkownik
Posts: 8184
Joined: Sat Apr 06, 2013 2:02 pm
Status: Mentczennnik
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 9

Re: psychoterapia niszczy mi zycie

Postby F20 » Thu Apr 03, 2014 2:14 pm

dodam jeszczechciałabym aby terapeuta pomógł mi uwierzyć w siebie w moje możliwości natomiast mój psychoterapeuta pracę ze mną widzi w ten sposób "ona czuje się jak gówno, moją rolą jest aby pogodziła się z tym,że faktycznie tym gównem jest"
Powinnaś mimo swojej lojalności zmienić psychoterapeutę, ponieważ ten nie daje
ci tego, czego pragniesz - nauczyć dostrzegać w sobie siłę, wartość. Ten wychodzi
z założenia, że im prędzej zaakceptujesz siebie taką jaką postrzegasz (jako kogoś bezwartościowego), to będzie tobie lżej. Jak kalectwo, którego nie można uleczyć.
Bo to jest terapia dynamiczna generujaca depresje, nerwice i poczucie zrezygnowania z zycia kiedy zycie okazuje sie byc bezwartosciowe.

F20
zaufany użytkownik
Posts: 8184
Joined: Sat Apr 06, 2013 2:02 pm
Status: Mentczennnik
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 9

Re: psychoterapia niszczy mi zycie

Postby F20 » Thu Apr 03, 2014 2:18 pm

rejestratorka zerwała ze mną kontakt wzrokowy i stracilam odwagę, uznałam,że ona sobie nie życzy.
Gehenna, przecież umawianie na wizyty i kontakt z pacjentami to jest zawodowy obowiązek rejestratorek! :)

Odnośnie psychoterapeuty tak sobie pomyślałem, że może nie lubisz go, ponieważ w jakiś sposób wywiera na Ciebie nacisk, co może być elementem terapii.
Psychoterapia, to proces żmudny ale i często całkiem nieprzyjemny (jeśli ma być skuteczny). Zwykle dopiero po latach człowiek zaczyna sobie zdawać sprawę, co dzięki niej zyskał i że bez bólu nie byłoby takiej poprawy. I nie mam na myśli akurat samopoczucia. Efekty psychoterapii w pierwszej kolejności dotyczą sprawności funkcjonowania w społeczeństwie. Samopoczucie to raczej drugorzędna sprawa i zdecydowanie związana z tą pierwszą. Trudno bowiem czuć się dobrze, kiedy ma się trudności w codziennych sytuacjach, jak na przykład wizyta w sklepie.
Czy to normalne ze terapeuta podwaza wiare w wlasne sily kiedy one juz sa nadwatlone ? Jaka psychoterapia oprocz mojej opiera sie na dzialaniach destruktywnych !?

F20
zaufany użytkownik
Posts: 8184
Joined: Sat Apr 06, 2013 2:02 pm
Status: Mentczennnik
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 9

Re: psychoterapia niszczy mi zycie

Postby F20 » Thu Apr 03, 2014 2:21 pm

Efekty psychoterapii w pierwszej kolejności dotyczą sprawności funkcjonowania w społeczeństwie.
Najgorzej, kiedy pacjent nie zostawi sobie ani kawałka swojego ja, swojego charakteru i swojego zdania i wprawdzie będzie sprawnie funkcjonował w społeczeństwie ale automatycznie jak robot.
Albo nie bedzie mogl bo go beda stany schizoidalne zaduszac.

F20
zaufany użytkownik
Posts: 8184
Joined: Sat Apr 06, 2013 2:02 pm
Status: Mentczennnik
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 9

Re: psychoterapia niszczy mi zycie

Postby F20 » Thu Apr 03, 2014 2:24 pm

co jest "pierwszorzędne"?
Przede wszystkim funkcjonowanie. Czyli radzenie sobie w życiu.
Wiesz, z samopoczuciem bywa różnie. Mnóstwo ludzi czuje się źle. Mówi się nawet, że to teraz problem cywilizacyjny.
Poważny problem jest jednak wtedy, gdy codzienne sytuacje sprawiają komuś na tyle duży kłopot, że nie jest w stanie sam o siebie zadbać. Wyjść do sklepu, czy zarobić na swoje utrzymanie.
To jest takie trochę zamknięte koło. Ktoś się czuje źle, dlatego nie funkcjonuje ale w efekcie czuje się źle, bo nie funkcjonuje, z trudnością radzi sobie w życiu z prostymi dla większości ludzi czynnościami.
W takiej sytuacji trudno zbudować poczucie zadowolenia z siebie, które jest podstawą dobrego samopoczucia. Oczywiście, mam na myśli takie zdrowe dobre samopoczucie, które ma podstawy w rzeczywistości.
Mam rowniez bledne kolo bo czuje sie zle bo mi schizofrenia zaprzepaszcza marzenia od lat! Sypie sienod tego i zle funkcjonuje. Matko gdybym poszedl do psychoterapeuty to by mnie uczyl funkcjonowac w tym gownie od ktorego sie sypie! Umialbym wtedy nie miec marzen ani celow w zyciu.

F20
zaufany użytkownik
Posts: 8184
Joined: Sat Apr 06, 2013 2:02 pm
Status: Mentczennnik
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 9

Re: psychoterapia niszczy mi zycie

Postby F20 » Thu Apr 03, 2014 2:30 pm

Myślę, że można potraktować, jako duży sukces (miejmy nadzieję, jeden z wielu kolejnych... i do tego trzeba dążyć), że pomimo takich trudności z funkcjonowaniem ktoś zaczyna sobie radzić.
No właśnie. Chodzi o to, aby wydobyć wszystkie możliwości człowieka.
Psychoterapia to tylko taka "obróbka" człowieka. Tylko narzędzie.
Chodzi mi o to jednak, że pacjent też musi wiedzieć, gdzie są jego osobiste granice, których nie wolno terapeucie ruszyć. Sam musi je chronić i stawiać bariery. Może pozwalać świadomie jedynie na dostęp do formy i jakości a nie do treści swojego życia i raczej powinien kierować psychoterapeutą a nie na odwrót. ( Inaczej nie będzie żył swoim życiem, lecz poprawnym ale obcym schematem)
Sam ma kierować swoim życiem a terapeuta może najwyżej uzdolnić go do tego, aby mógl realnie wszystko osiągnąć.
No a jezeli psychoterapeuta to jakis guru sekty ?

F20
zaufany użytkownik
Posts: 8184
Joined: Sat Apr 06, 2013 2:02 pm
Status: Mentczennnik
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 9

Re: psychoterapia niszczy mi zycie

Postby F20 » Thu Apr 03, 2014 2:33 pm

Psychoterapia to tylko taka "obróbka" człowiehttp://schizofrenia.evot.org/viewtopic.php?f=17&t=16829a. Tylko narzędzie.
Powiedziałbym nawet, że taki back-up sprzed "awarii" a nawet z jakimś upgrade'm. Jeśli już tak technicznie sprawę bierzemy ;)
Chodzi mi o to jednak, że pacjent też musi wiedzieć, gdzie są jego osobiste granice, których nie wolno terapeucie ruszyć. Sam musi je chronić i stawiać bariery. Może pozwalać świadomie jedynie na dostęp do formy i jakości a nie do treści swojego życia i raczej powinien kierować psychoterapeutą a nie na odwrót. ( Inaczej nie będzie żył swoim życiem, lecz poprawnym ale obcym schematem)
Masz zupełną rację. Co więcej, to nawet nie tyle pacjent powinien chronić swoich granic co psycholog powinien je respektować i nie przekraczać ich bez pozwolenia. To jest wpisane w etykę zawodu, którą każdy psycholog zobowiązany jest się kierować i jej zasad przestrzegać.
Madrze prawisz ale moze zainteresuje Cie moja metoda jest tam tez ten back up viewtopic.php?f=17&t=16829

F20
zaufany użytkownik
Posts: 8184
Joined: Sat Apr 06, 2013 2:02 pm
Status: Mentczennnik
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 9

Re: psychoterapia niszczy mi zycie

Postby F20 » Thu Apr 03, 2014 2:39 pm

Jednak życie jest brutalne i funkcjonować trzeba żeby przeżyć. Trzeba zdobywać środki na jedzenie i mieszkanie, które pozwolą zaspokoić te podstawowe potrzeby. Myślę, że można potraktować, jako duży sukces (miejmy nadzieję, jeden z wielu kolejnych... i do tego trzeba dążyć), że pomimo takich trudności z funkcjonowaniem ktoś zaczyna sobie radzić.
Można też odnieść sukces poprzez np. założenie nowego związku wyznaniowego - schizofrenik nie powinien mieć z tym problemu, wtedy to on/a będzie ustalać jak powinni funkcjonować "spece" od umysłu (a raczej mózgu) czczący jego urojenia i jeszcze będą płacić by móc sobie poradzić z tymi wszystkimi problemami stworzonymi przez "chorego" specjalnie dla nich (i ich pacjentów). :D A jeżeli się to nie uda, to zawsze mogą wszyscy razem, jednocześnie wziąć sobie leki. :wink:
Grzmisz jak moja schizofrenia ktora narozrabiala poczym zaslania sie komfabulantami.
Swoja droga miec schizofrenika jakos dondyspozycji to mozna zrobic z nim doslownie wszysciuchno bo zawsze mozna powiedziec to nie ja.

F20
zaufany użytkownik
Posts: 8184
Joined: Sat Apr 06, 2013 2:02 pm
Status: Mentczennnik
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 9

Re: psychoterapia niszczy mi zycie

Postby F20 » Thu Apr 03, 2014 2:45 pm

Nie czuja zahamowań, tylko normalny pociąg seksualny.
Gdzieś czytałem, że osobom zmieniającym płeć dopiero psychoterapia umożliwia ułożyć satysfakcjonujące życie seksualne. Chodzi o to aby poczuli się pewnie w swoim nowym ciele i nie wracali do dawnego z jego dyskomfortem. Żeby uwierzyli, że wreszcie mają możliwość.
Równie dobrze mogłaby im wbić do głowy, żeby zaczęli odczuwać satysfakcję z kontaktów zgodnych z oryginalną cielesnością a zatem z płcią przeciwną.
To wszystko jest naciągane tak czy tak.
A jezeli by czlowieka przekonwertowac na cos co jest z przeczne z nim i jie chodzi mimtu o zmiane plci tylko o zmiane osobowosci i zainteresowan i uczyc zeby czlowiek czul sie pewnie w swoim nowym ciele no iodczuwal jeszcze satysfakcje

F20
zaufany użytkownik
Posts: 8184
Joined: Sat Apr 06, 2013 2:02 pm
Status: Mentczennnik
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 9

Re: psychoterapia niszczy mi zycie

Postby F20 » Thu Apr 03, 2014 2:52 pm

a może on ma rację?
jeśli przerobię relację z nim (terapeutą), to będzie mi też łatwiej w innych zwykłych międzyludzkich kontaktach...
może trzeba przejść przez to?
ja mam wrażenie,że chodzę tam głównie po to, aby nie sprawiać mu przykrości, jakbym czuła się za niego odpowiedzialna, za jego uczucia
kurde, głupie
Moze czuje sie jak zbity kundel ? Mi by sie chcialo przypieprzyc takiemu facetowi ale znowusz mam problem z natretami z banku szkoda mi tych ludzi oni musza tez jakos zarabiac.

F20
zaufany użytkownik
Posts: 8184
Joined: Sat Apr 06, 2013 2:02 pm
Status: Mentczennnik
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 9

Re: psychoterapia niszczy mi zycie

Postby F20 » Thu Apr 03, 2014 2:59 pm

po brutalne 'gnojenie pacjenta' przez psychoterapeutę, by zaczął walczyć ze światem, który nie jest barankiem bożym. Wątpię, ale tak jest w twoim przypadku - byś skutecznie, bez poczucia winy postawiła na swoim?
Jak już nie ma lepszych metod. Znieczulenie i odwrażliwienie zawsze można zastosować.
Pytanie tylko, czy coś takiego rzeczywiście zawsze pasuje do danego człowieka i jest skuteczne.
To tak jak z nietrafioną diagnozą i leczeniem i usprawnianiem na siłę nie tego narządu. Czasem to przynosi więcej szkody niz pożytku.
Swieta racja ale skad lekarz ma wiedziec ze kiedy upuszcza krwi pacjentowi to nie jest to Hemofilia ?.Najpierw trzeba to zdiagnozowac no bo zjakiejnracji krew pacjentowinleci a lotem leczyc na hemofilie.

F20
zaufany użytkownik
Posts: 8184
Joined: Sat Apr 06, 2013 2:02 pm
Status: Mentczennnik
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 9

Re: psychoterapia niszczy mi zycie

Postby F20 » Thu Apr 03, 2014 3:05 pm

Do siedzącego, stojącego pacjenta przywiezionego do szpitala przysiadał się niby obcy człowiek (de facto pracujący w szpitalu psychoterapeuta) i zaczynał brutalnie słownie atakować taką osobę, by ją "wybudzić", by nawiązała kontakt, normalnie zareagowała na taką sytuację, czyli złością, atakiem.
A potem:
"Dlaczego jest Pan taki agresywny?"
I w pasy.
A szczegolnie jak przewrotnie bronii tego czego niepowinna nie wiedzac jakiego tam schizofrenia diabla wczesniej zostawila jak wczesniej szkodzila :D

F20
zaufany użytkownik
Posts: 8184
Joined: Sat Apr 06, 2013 2:02 pm
Status: Mentczennnik
płeć: mężczyzna
Gadu-Gadu: 9

Re: psychoterapia niszczy mi zycie

Postby F20 » Thu Apr 03, 2014 3:15 pm

Schizo
Mój odbiór terapii i to jak ona obiektywnie wygląda wcale nie musi być zbieżny. Mając zaburzenia na poziomie emocji i odbioru rzeczywistości raczej trudno o racjonalną ocenę.
Ten terapeuta ma w necie sporo bardzo pozytywnych opinii. Prowadzi prywatny gabinet i pracuje w pewnej fundacji. Początkowo chodziłam do niego na prywatne sesje, raz w tygodniu. Miałam pełne zaufanie (no prawie). Mówiłam dużo i o rzeczach bardzo bolesnych. Od początku założenie było takie, że psychoterapia ma koncentrować się na poprawie mojego funkcjonowania, życia, że ma być pracą nad uporządkowaniem dość popierdolonej biografii, próbą poradzenia sobie z traumami z przeszłości, które w dość widocznym stopniu ciążą na mnie do tej pory. Ja wychodziłam z założenia... że to jest trochę jak ze złamaniem, które zrosło się w nieprawidłowy sposób, można żyć ale się kuleje... Aby wyzdrowieć trzeba tą kość złamać jeszcze raz.
Z świadomością, że to będzie boleć grzebałam w swojej przeszłości... Na efekty nie trzeba było czekać zbyt długo - 3 pobyty w szpitalach w tym 2 po próbach "S".
I tu już mam żal do terapeuty, bo wydaje mi się że będąc profesjonalistą powinien zobaczyć co się dzieje, jakoś temu zapobiec.
Trzy pobyty w szpitalu w ciągu roku to sporo, nie trwały one kilku dni. Spowodowało to też drastyczne pogorszenie sytuacji finansowej, o ile wcześniej miałam jakąś regularność w zarabianiu pieniędzy to po tym roku gdy albo siedziałam na oddziale albo miałam solidną depresję wszystko się zmieniło. Wyczerpały sie też zgromadzone oszczędności. Przez jakiś jeszcze czas chodziłam na sesje prywatnie nadwyrężając debet na koncie. Gdy zrobiło się już naprawdę kiepsko terapeuta zaproponował mi abym przychodziła do niego na nfz do fundacji w której pracuje. Z jednej strony to było w jakiś sposób fajne, bo pomyślałam, że nie traktuje mnie jak 80 zł miesięcznie ale, że chce mi faktycznie pomóc. Z drugiej strony czułam się upokorzona, jak żebrak i pasożyt. Ktoś życiowo nie zaradny wykorzystujący innych. Długo nie mogłam poradzić sobie z tą sytuacją.
Doświadczenia tych głębokich pogorszeń mojego stanu spowodowały też, że zaczęłam bać się terapii. Zaczęłam stosować mechanizmy obronne. Początkowo wchodziłam do gabinetu, siadałam na krześle i przez całe 45 minut patrzyłam w ścianę, okno. Miałam taką blokadę, że nie reagowałam na nic.
Mój terapeuta nigdy nie pyta co słuchać, nie ciągnie mnie za język. Jeśli jestem w stanie o czymś mówić czasem skomentuje, czasem dopyta czy zwróci uwagę np na jakąś analogię z tym co mówiłam jakiś czas temu. Zadziwia mnie cały czas, że potrafi przywołać to o czym mówiłam wiele miesięcy wcześniej i jakoś połączyć.
Ja od pewnego czasu traktuję go jak wroga, spodziewam się tylko najgorszego. W zasadzie nie podejrzewam go o złe intencje, ale w każdym słowie czy nawet geście doszukuję się jakiegoś niekorzystnego dla mnie przesłania. Ale mogę mieć też trochę racji... potrafiłam wielokrotnie mniej lub bardziej świadomie przedstawiać na sesjach błędny obraz siebie, więc może nie powinnam się dziwić, że t uważa np że odpowiednie dla mnie byłyby proste prace fizyczne. (a może to ja myślę, że on myśli ?)
Od pewnego czasu terapię dodatkowo komplikuje to, że zaczęłam chodzić do psychiatry w tej samej fundacji. Lekarka ma wgląd do karty i często komentuje to co w niej wyczyta. To blokuje mnie dodatkowo i już zupełnie nie pozwala mi na szczerość.

A antypatię czuję od samego początku, już sam wyraz twarzy terapeuty (niekoniecznie od niego zależny) doprowadzał mnie do irytacji już od pierwszej sesji.
On Cie specjalnie drazni i rujnuje zebys sie znim nie zwiazala emocjonalnie bo wtedy moglby Toba manipulowac. Niewiem czy sie da manipulowac prsez rozzlaszczanie i wzniecanie negatywnych emocji lacznie z zloscia czy tez irytacja no chyba nie niesadzisz ?.


Return to “psychoterapia”

Who is online

Users browsing this forum: CommonCrawl [Bot] and 1 guest