nie dam rady?

Unknown
zaufany użytkownik
Posty: 5448
Rejestracja: ndz wrz 27, 2015 3:20 pm
Status: Schizo
Lokalizacja: Void
Gender: None specified

Re: nie dam rady?

Post autor: Unknown » sob sty 11, 2014 5:53 am

siostraF20 pisze:Moja siostra też obwinia całą rodzinę za jej stan. Od kilkunastu lat nie przyjmuje do wiadomości faktu, że jest chora. Opowiada każdemu, kto przychodzi do naszego domu, że rodzice jej nie kochają, nie interesują się nią, nie rozmawiają, a gdy próbuje się z nią nawiązać jakąkolwiek wymianę zdań, wyzywa nas albo nie reaguje w ogóle...Mnie pomagają książki pisane przez schizofreników, którzy wyszli z wieloletniej psychozy. Pozwalają lepiej poznać ich pokrętny sposób pojmowania świata i dają nadzieję, że tę chorobę da się opanować i prowadzić w miarę normalne życie.
Może np. ta książka wam pomoże, autorami są psychiatrzy, ale... "Zdrowie, szaleństwo i rodzina. Rodziny schizofreników" - R. D. Laing, A. Esterson http://lubimyczytac.pl/ksiazka/106611/z ... zofrenikow
''Insanity - a perfectly rational adjustment to an insane world.'' http://chomikuj.pl/Antypsychiatra

Zapraszam wszystkich popierających antypsychiatrie do dołączenia: http://www.digart.pl/grupy/16361/Anty-psychiatria/ moja grupa ma charakter otwarty.

janane
zarejestrowany użytkownik
Posty: 13
Rejestracja: pn lut 27, 2012 8:03 pm
Gender: None specified

Re: nie dam rady?

Post autor: janane » sob sty 11, 2014 1:49 pm

nektar_maku pisze:Jakie leki już były próbowane?
rispolept w coraz większej dawce teraz jest 4 mg
abilify 15mg - brał prawie przez rok był bardziej płaczliwy, depresyjny, więcej się ciął,
depakine od 300mg 2 xdz. do 500mg 2xdz. dostał ją aby zniwelować objawy manii (euforii?), która rozwinęła się po odstawieniu abilify - niestety kompletnie nie działa na nic
P. śpi bardzo nieregularnie, czasem po okresie czuwania 48h śpi 6 a czasem 16-18 brak snu wcale nie wpływa na poziom jego pobudzenia czy agresji

janane
zarejestrowany użytkownik
Posty: 13
Rejestracja: pn lut 27, 2012 8:03 pm
Gender: None specified

Re: nie dam rady?

Post autor: janane » sob sty 11, 2014 2:01 pm

siostraF20 pisze:Bardzo Pani współczuję. Moja siostra też obwinia całą rodzinę za jej stan. Od kilkunastu lat nie przyjmuje do wiadomości faktu, że jest chora. Opowiada każdemu, kto przychodzi do naszego domu, że rodzice jej nie kochają, nie interesują się nią, nie rozmawiają, a gdy próbuje się z nią nawiązać jakąkolwiek wymianę zdań, wyzywa nas albo nie reaguje w ogóle. Bywa też agresywna, nie raz zdarzyło jej się pluć, rzucać przedmiotami, wybijać szyby czy bić (w szczególności) mamę.
nasz syn w szkolnych wypracowaniach pisał, że się nad nim znęcamy, mieliśmy w domu wizyty pań ze szkoły, kuratora itp.
jak rodzice się znęcają nad dzieckiem, to jest na to paragraf
ale jak zaburzone dziecko niszczy swoje otoczenie, to należy go delikatnie leczyć bo to jeszcze młody organizm, a moja córka lat 10 to jaki organizm?, a ja lat 39 - to co mnie można zmarnować? a mój mąż lat 43 - to już na straty?
lekarze bardzo lubią używać pięknych formułek, że rodzice muszą współpracować z lekarzami, ze ważne jest kochające środowisko dla efektów leczenia, że trzeba go wspierać - ale nie pomyślą, że on grożąc nam śmiercią, albo powtarzając, że chcemy się go pozbyć - czuje się zagrożony w rodzinnym domu, że agresja, która nas częstuje jest formą obrony, że nie jesteśmy środowiskiem, któremu ufa, że trudno jest nam wspierać kogoś kto ma nas za wrogów

Awatar użytkownika
lawenda
zaufany użytkownik
Posty: 1757
Rejestracja: pn paź 07, 2013 5:03 pm
Lokalizacja: lubelskie
Gender: None specified

Re: nie dam rady?

Post autor: lawenda » sob sty 11, 2014 2:42 pm

@janane, domyślam się, że przeżywacie trudne chwile, ale czytając ten wątek poruszyło mnie to
janane pisze:po roku psychoterapii (za ciężkie pieniądze)
to Ty liczysz pieniądze na wyleczenie syna????? Może mu to jeszcze wypominasz????
zajęło nam cztery miesiące poszukiwań (nie ma znaczenia to że mieszkam pod Warszawą)
,

A gdybyś mieszkała dalej? Widać, że to dla Ciebie ciężar :shock: przecież to Twoje dziecko!
praca z nim może zająć nawet kilka lat i pewności nie ma, schizofrenia to wyrok dla całej naszej rodziny,
Dokładnie dla całej rodziny, dla Twojego syna też ? bo on należy do rodziny.
bo w szpitalu nie przejawia zachowań takich jak w domu (bo w szpitalu nie ma nas)
,

Tu sygnał dla Was.

A jak się z tym czuje Twój syn? bo o tym nie pisałaś. Jak znosi takie traktowanie przez nauczycieli? Jak się czuje, że ma brak przyjaciół? Jak mu jest, że traktujecie jego chorobę jak wyrok?
Nie pytam o Twoje uczucia, bo je opisałaś, pytam o jego uczucia.

siostraF20
bywalec
Posty: 41
Rejestracja: pt lis 13, 2009 8:25 pm
Gender: None specified

Re: nie dam rady?

Post autor: siostraF20 » sob sty 11, 2014 6:16 pm

Ma Pani rację, nie możemy dać się zwariować chorobie. Potrzeby rodziny są równie ważne jak potrzeby chorego. Uważam, że rodzina cierpi tak samo jak chory i w pewnym sensie "choruje" razem z nim. My też mamy prawo mówić o tym, jak nam ciężko i jak nikt nas nie rozumie. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy prawo wkurzać się na to choróbsko, nie da się w każdej sytuacji zachować tak, jak by tego chcieli lekarze, bo dochodzą ogromne emocje. W końcu to najbliższa osoba rani nas fałszywymi oskarżeniami, cierpi on i każdy z osobna i to z powodu urojenia! A najgorsze jest to, że chory nie daje się przekonać, że się myli. Wydawać by się mogło, że mamy teraz świetne leki, że każdemu można dopasować odpowiedni, więc wystarczy "tylko" logicznie wytłumaczyć choremu potrzebę ich zażywania. To jest najtrudniejsze a na to lekarze nie dają sposobu.


Dziękuję za polecenie lektury! :)

pSych0
zaufany użytkownik
Posty: 149
Rejestracja: czw lip 04, 2013 6:07 am
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Północ
Gender: None specified

Re: nie dam rady?

Post autor: pSych0 » pn sty 13, 2014 4:26 am


janane
zarejestrowany użytkownik
Posty: 13
Rejestracja: pn lut 27, 2012 8:03 pm
Gender: None specified

Re: nie dam rady?

Post autor: janane » pn sty 13, 2014 3:00 pm

droga lawendo, widzę, że oceniając moje emocje kierujesz się stereotypami albo wręcz archetypami:
-matka/ojciec bezwzględnie kocha swoje dziecko
-matka/ojciec nigdy nie czuje zmęczenia, zniechęcenia
-matka/ojciec nie ma prawa do życia prywatnego, własnych ambicji, marzeń, celów
-matka/ojciec jest gotowa do poświęceń dla dobra dziecka
-matka/ojciec żyje tylko dla dziecka
przeczytaj kochanie jeszcze raz wszystkie moje posty, mam nadzieję, że zobaczysz, że robię wszystko, by mój syn przestał cierpieć, ale jednocześnie próbuję uchronić córkę, siebie i męża przed ranami, które odnosimy na tej wojnie, tak to widzę, wojna, tytuł mojego postu "nie dam rady (?)" chyba pokazuje, że jestem po prostu zmęczona, potrzebuję pomocy, której nie wiem skąd mogłabym wziąć i tyle

tak, nie uważam, żebym musiała cierpieć, bo ja też chcę żyć - ja atrakcyjna kobieta, zdolny tłumacz, niezła kucharka - tak ja nie jestem tylko matką

nie przeżyję życia za mojego syna: nie jestem w stanie kolegować się z jego kolegami, uprawiać za niego sportu, czytać za niego książek, chodzić za niego do szkoły, nie mogę go umyć ani poczesać - stwarzam mu warunki, które może wykorzystać - ale niestety nie robi tego, bo choroba zabrała ma wszystko nawet zainteresowania i chęć posiadania czystych zębów
a mnie choroba zabrała moje kochane dziecko i dała w zamian bezradność, lęk o przyszłość i strach

wiem, nie każdy potrafi to zrozumieć

Awatar użytkownika
44
zaufany użytkownik
Posty: 2198
Rejestracja: ndz gru 10, 2006 11:40 pm
płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Świętokrzyskie
Gender: Male

Re: nie dam rady?

Post autor: 44 » pn sty 13, 2014 3:20 pm

siostraF20 pisze: Uważam, że rodzina cierpi tak samo jak chory i w pewnym sensie "choruje" razem z nim.
Jeżeli ty porównujesz swoje cierpienia do cierpienia schizofrenika, to jesteś bez serca, empatii i brakuje ci trochę rozumu.
Just remember that death is not the end. Heaven or hell? The choice is Yours.

janane
zarejestrowany użytkownik
Posty: 13
Rejestracja: pn lut 27, 2012 8:03 pm
Gender: None specified

Re: nie dam rady?

Post autor: janane » pn sty 13, 2014 3:37 pm

tu nie chodzi o to kto bardziej cierpi, tylko o to że wszyscy
licytowanie się w tej kwestii nie ma sensu, bo emocje odczuwane indywidualnie nie podlegają porównaniom, każdy odczuwa inaczej, i każdy inaczej nazywa to co czuje,

Unknown
zaufany użytkownik
Posty: 5448
Rejestracja: ndz wrz 27, 2015 3:20 pm
Status: Schizo
Lokalizacja: Void
Gender: None specified

Re: nie dam rady?

Post autor: Unknown » pn sty 13, 2014 3:55 pm

janane pisze:tu nie chodzi o to kto bardziej cierpi, tylko o to że wszyscy
licytowanie się w tej kwestii nie ma sensu, bo emocje odczuwane indywidualnie nie podlegają porównaniom, każdy odczuwa inaczej, i każdy inaczej nazywa to co czuje,
No to już sama sobie odpowiedziałaś jak można wam pomóc: wszyscy bierzcie psychotropy na te wasze cierpienie rodzinne. :) Farmakoterapia to jedyne wyjście z psychoz schizofrenicznych - chyba temu nie zaprzeczysz? ;]
''Insanity - a perfectly rational adjustment to an insane world.'' http://chomikuj.pl/Antypsychiatra

Zapraszam wszystkich popierających antypsychiatrie do dołączenia: http://www.digart.pl/grupy/16361/Anty-psychiatria/ moja grupa ma charakter otwarty.

janane
zarejestrowany użytkownik
Posty: 13
Rejestracja: pn lut 27, 2012 8:03 pm
Gender: None specified

Re: nie dam rady?

Post autor: janane » pn sty 13, 2014 4:17 pm

schizo, nie wiem po co ten sarkazm?
czasem mam wrażenie, że niektórzy nazbyt nerwowo reagują na opinie obcych niezgodne z ich przekonaniami
nie pytam tu o to jak spacyfikować chorego lekami ani jak pozbyć się go z domu, ten wątek powstał, bo szukałam miejsca, w którym ktoś "posłucha" co mam do powiedzenia na ten temat.
leki są bardzo ważne,
- głosy mojego syna przeklinały go, mówiły, że nie jest wart, żeby żyć, cierpiał z ich powodu, tylko leki uwolniły go od tego i dały spokój -miałam go nie leczyć? , powiedział, że słyszał je od urodzenia i myślał, że wszyscy tak mają, w końcu straż pożarna ściągała z okna na trzecim piętrze
- urojenia, powodowały, że żył w strachu przed własnymi rodzicami - miałam go nie leczyć i patrzeć jak spędza dni w szafie, wyjąc ze strachu, kalecząc się, albo nie zadzwonić po karetkę jak ganiał nas z nożem po domu, krzycząc, że pozabija wszystkich
leki dały mu spokój, którego nie miał jako 9-11 -letnie dziecko

rofi
zaufany użytkownik
Posty: 37
Rejestracja: czw sty 14, 2010 4:14 pm
Gender: None specified

Re: nie dam rady?

Post autor: rofi » pn sty 13, 2014 4:32 pm

Droga janane!
Polecam z całego serca, żeby skontaktować się z Kliniką Psychiatrii Dzieci i Młodzieży CM UJ w Krakowie. ja byłem tam gdy miałem 14 lat z bardzo ostrym epizodem psychotycznym. Pobyt tam bardzo mi pomógł. Dobrano mi bardzo dobre leki, skończyłem liceum, studia, napisałem doktorat. Choroba psychiczna nie przekreśla szans na dobre, normalne i pełne życie, nawet jeśli wydarza się dziecku dwunasto- czy czternastotoletniemu. Polecam doktora Macieja Pileckiego, kierownika tej kliniki - bardzo mi pomógł. Trzymam kciuki, żeby wszystko się udało.
mój blog - [krajobrazy psychotyczne] - http://rofitek.blogspot.com

aniusia
bywalec
Posty: 35
Rejestracja: sob wrz 28, 2013 10:00 pm
Gender: None specified

Re: nie dam rady?

Post autor: aniusia » pn sty 13, 2014 9:46 pm

Janane!

Napiszę kilka słów, jak możesz ułatwić synowi życie w szkole.
Po pierwsze- idź z synem do Poradni Pedagogiczno-Psychologicznej, by syn został zbadany. Poradnia wskaże nauczycielom metody pracy, wskazówki, jak mają postepować.
Po drugie: Poproś o spotkanie z pedagogiem, dyrektorem i wychowawcą. Informujesz ich o tym, że syn jest chory, lekarz nie widzi konieczności na nauczanie indywidualne. Szkoła musi zroić wszystko, żeby pomóc Twojemu synowi.
Jestem nauczycielem. Uczę chłopca, który ma stwierdzone niedostosowanie społeczne. Bierze m.in. Rispolept (nie wiem, czy poprawnie zapisałam). Był czas, że nie mogłam prowadzic lekcji, bo on chodził, krzyczał. Czasem nawet mnie wyzywał. Gdy coś mu nie pasowało, mówił: Kur...jeban...Kur...jeban...
Ja jednak wiedziałam, że to choroba, że to wina mózgu,a nie jego.
Opowiedz pedagogowi i wychowawcy, jakie sytuacje go stresuja, co jest jego największym problemem.
Takie zachowania, jakie Ty opisujesz, sa dla mnie nie do przyjęcia. Nauczyciel musi zrobić wszystko dla dobra dziecka. Nie możesz pzowolić, by ktos mu dokuczał, wyzywał. To Twój syn. Masz prawo żądać odpowiedniej opieki. Jeśli nie będzie współpracy, powiedz dyrektorowi, że zgłosisz sytuacje do Kuratorium.
Wierzę, że wszystko ułozy się dobrze.

aniusia
bywalec
Posty: 35
Rejestracja: sob wrz 28, 2013 10:00 pm
Gender: None specified

Re: nie dam rady?

Post autor: aniusia » pn sty 13, 2014 9:51 pm

janane pisze:schizo, nie wiem po co ten sarkazm?
czasem mam wrażenie, że niektórzy nazbyt nerwowo reagują na opinie obcych niezgodne z ich przekonaniami
nie pytam tu o to jak spacyfikować chorego lekami ani jak pozbyć się go z domu, ten wątek powstał, bo szukałam miejsca, w którym ktoś "posłucha" co mam do powiedzenia na ten temat.
leki są bardzo ważne,
- głosy mojego syna przeklinały go, mówiły, że nie jest wart, żeby żyć, cierpiał z ich powodu, tylko leki uwolniły go od tego i dały spokój -miałam go nie leczyć? , powiedział, że słyszał je od urodzenia i myślał, że wszyscy tak mają, w końcu straż pożarna ściągała z okna na trzecim piętrze
- urojenia, powodowały, że żył w strachu przed własnymi rodzicami - miałam go nie leczyć i patrzeć jak spędza dni w szafie, wyjąc ze strachu, kalecząc się, albo nie zadzwonić po karetkę jak ganiał nas z nożem po domu, krzycząc, że pozabija wszystkich
leki dały mu spokój, którego nie miał jako 9-11 -letnie dziecko
Nawet ze wzgledu na to, co ten dzieciak przezył, walcz o jego spokój w szkole. Do jasnej cholery---nauczyciele są po to, by dbać o dzieci, by walczyć o ich dobro. Jakim prawem ktoś zabrania mu siedzenia w kapturze na lekcji.
Idę czytać dalej...

janane
zarejestrowany użytkownik
Posty: 13
Rejestracja: pn lut 27, 2012 8:03 pm
Gender: None specified

Re: nie dam rady?

Post autor: janane » pn sty 13, 2014 10:29 pm

no właśnie, muszę chyba wyprostować kilka spraw, tamten post do którego się odnosisz aniusia, jest początków naszej przygody ze schizofrenią, po tym czasie przeszliśmy już drogę nauczania indywidualnego w szkole, w domu,
syn zachęcany przez nas podejmuje "próby socjalizacji" ale raczej kończą się jego zniechęceniem, problemem są jego niedostosowane reakcje - bije innych uczniów (tzn. pobił), wyzywa nauczycieli i to naprawdę za drobiazgi (jego reakcje są niedostosowane do zdarzenia, np. awantura w reakcji na prośbę, żeby już nie szukał zeszytu i zaczął notować na podanej kartce), do tego chodził do szkoły w kratkę, tzn raz w tygodniu, szkoła podstawowa po pierwszym szoku bardzo nam pomogła, w gimnazjum (teraz jest w pierwszej klasie) nauczyciele są baaardzo wyrozumiali ale nie mogą narażać innych dzieci, z powodu jego skłonności do bójek i gwałtownych, nieprzewidzianych reakcji; do tego zdarzyło się raz, że jakiś debil (do tej pory tak myślę o tym młodym człowieku) w podstawówce "napuścił" P. na pierwszoklasistę (mówiąc, że ten wisi mu pieniądze), którego mój syn o mały włos nie zabił
najlepiej chyba się czuje z nauczaniem indywidualnym w domu

Wróć do „moje dziecko jest chore”