Pierwsze starcie z choroba - 2:1 dla nas ;)

Odlegly
bywalec
Posty: 46
Rejestracja: czw lip 09, 2009 10:25 pm
Lokalizacja: Londyn
Gender: None specified

Pierwsze starcie z choroba - 2:1 dla nas ;)

Post autor: Odlegly » pt lis 25, 2011 2:25 am

Witam wszystkich ponownie.
Dawno nie zagladalem na forum. To wspaniale co chce wam przekazac. Meznie stawilismy czola temu smokowi co sie zwie ' schizofrenia' i wyszlismy z pierwszych starc obronna reka. Malo tego otrzymalismy w zwiazku z tym swoja 'nagrode'.
Po pierwszym mega szoku, fali zalaman - depresji i wytezonej rodzinnej pracy przyszedl czas spijania smietanki.
Zareczam wam ze ze schizofrenia w domu da sie zyc. Tylko trzeba zyc inaczej. 'Juz nic nie bedzie tak jak dawniej' ... i dobrze.

W ostatnich moich postach skonczylem na tym jak syn trafil do szpitala po pierwszym ostrym epizodzie psychotycznym. Pytalem Was wtedy co robic, jak postepowac, co na ten temat myslec...

Widze teraz jak duzo mieliscie racji w swoich wypowiedziach i bardzo wam serdecznie dziekuje.

Fakty:

W szpitalu bylo ostro:
- Kilkakrotnie udalo sie synowi nawiac z oddzialu zamknietego ( nie mialem pojecia ze moze byc do tego zdolny) raz w ostrej psychozie usiadl na jednej z glownych ulic wstrzymujac ruch na pol dzielnicy, ale w pozostalych wypadkach nawiewal do domu. To bylo mile z jego strony biorac pod uwage nasze wczesniejsze mocno 'poturbowane' relacje.
Bywalismy w szpitalu u niego codziennie. Zabieralismy go czasem na spacery. Czasem sie na nas obrazal i nie chcial rozmawiac. Dasal sie i kpil z naszej opieki. Nie bylo latwo.
Tym co nie wiedza przypomne ze mieszkamy w Londynie. Wiec wzorowa komunikacja z personelem medycznym nie byla dla nas mozliwa. Ale nie przejmowalem sie tym zanadto. Robilem co moglem i uwazalem za wazniejsze. Skupilem sie na poprawieniu kontaktu z synem i zbudowaniu nowych relacji rodzinnych nas wszystkich, biorac pod uwage swiadomosc choroby. Udalo sie.
W domu:
Syn wrocil po polrocznym pobycie w szpitalu do rodzinnego domu ( czyli po prostu wrocil do nas :-) )
Widzac w jakim jest stanie troche bylem zdziwiony ze go wypisuja. Byl w tym czasie jeszcze mocno 'odjechany'
Dostal wczesniej kilka przepustek a tu nagle BACH ....i wychodzi.
To dopiero 'byla jazda'.
Ja musze pracowac, Zona tez. Co robic?
Dopuki sie udawalo pracowalem dorywczo. Przyjechala Babcia z Polski na ratunek.
Na szczescie moja zona ma w pracy kolezanke chora na schizofrenie i dzieki temu szefostwo przejawia zrozumienie problemu.
Wiec wspolnymi silami probujemy stworzyc 24h opieke.
Sa momenty krytyczne i male horrory.
My w pracy. Tesciwa dzwoni ze syn lazi po domu z nozem. Kaze jej opuscic mieszkanie natychmiast i zarywam kolejny dzien w pracy.
Decyzja lekarska - zmiana lekow.
Nowe zjawisko w domu - testowanie reakcji na OLANZAPINE.
Dwa razy dziennie polgodzinne, domowe wizyty zespolu pielegniarskiego i powolne przyswajanie leku.

W miedzyczasie pojawia sie 'Smok' do pokonania - fobia syna przed pobieraniem krwi ( w dodatku cykliczna).
Jestem razem z nim przy kazdym zabiegu. Po pierwszym zabiegu omdlewa.
Nie bardzo widzi zasadnosc 'tego calego cyrku' ,bo w tamtym czasie telepatia i takie tam sa dla niego rzeczywistoscia. Nie ma poczucia choroby a raczej 'swiadomosc pewnego daru'.
Ale glosy wciaz go mecza i troche liczy na ich 'przygaszenie'.

Nowy lek (Olanzapina) i sytuacja powolutku (naprawde powolutku) zaczyna sie poprawiac.

Mozna go juz samego zostawic w domu.
Z czasem.....
Mozna poprosic o pomoc w kuchni.
Z czasem....
Mozna poprosic o posprzatanie.
Z czasem....
o zrobienie zakupow.
z czasem...
o pojechanie samodzielnie do szpitala po leki.
Pozniej...
o samodzielne pojechanie na test krwi.
Pozniej...
Odebranie brata ze szkoly.
A wszystko to rozbite na jeszcze mniejsze klocuszki ukladane codziennie na nowo.
Codzienna walka ze 'smokami'. Chwalimy sie tym, przybijamy piatki,
widze ze coraz bardziej chce mu sie zyc.
Kazda czynnosc powoli wytrwale tlumaczona jak do kogos kto wrocil z dalekiej podrozy i nie moze sie we wszystkim od razu polapac (wazne: z nowymi sprawami tak jest do dzisiaj)

W miedzyczasie spotyka go wiele przykrosci ze strony jego -Ex i watpliwych przyjaciol.
Zdarzaja sie klotnie w domu bo komus puszcza nerwy. Zadymy miedzy bracmi ktore zmuszaja mnie do bardzo szczerych wyznan i przyznania sie do bledow wychowawczych z przeszlosci. Przepraszania, wybaczania oraz meskie i chlopiece lzy.
Taka prawda. Wszyscy musza sie zmienic poprawic jakosc swego zycia. Wszyscy wykonali prace.
To wszystko przeszlosc ale i nasza terazniejszosc zarazem.

Dzien dzisiejszy:

Wlasnie jade odebrac mojego syna z pubu. Pojechal na jam-session z kolegami ze studiow. Tak! studiuje! Wzial gitare i pewnie gra na scenie z kumplami. I nie jade po niego bo boi sie wsiasc do autobusu ja rok temu, po prostu nie ma czym wrocic.

Musze konczyc bo czas na mnie. Moze sie jeszcze zalapie jak gra.
Jesli nie mozesz pokonac smoka to go wytresuj.
Mój pierwszy(nieco za długi)post opisujący historię mojego syna napisałem w dziale - KTO POMOŻE - w wątku ŚWIERZAK POZDRAWIA. Umiesciłem w nim moment ujawnienia się choroby. Nie zauważyliśmy wcześniej jej obecności w naszym życiu. Zdarza się.

Awatar użytkownika
mei
zaufany użytkownik
Posty: 7518
Rejestracja: ndz cze 10, 2007 9:12 pm
Gender: None specified

Re: Pierwsze starcie z choroba - 2:1 dla nas ;)

Post autor: mei » pt lis 25, 2011 12:00 pm

.
Ostatnio zmieniony czw lut 13, 2014 1:43 am przez mei, łącznie zmieniany 1 raz.
Kochajcie tych, których chcecie kochać, żyjcie tak, jak chcecie żyć i nigdy nie pozwólcie by ktokolwiek przeszkodził wam w zmienianiu waszych marzeń w rzeczywistość.
Jared Leto, 13.04.2014.

Odlegly
bywalec
Posty: 46
Rejestracja: czw lip 09, 2009 10:25 pm
Lokalizacja: Londyn
Gender: None specified

Re: Pierwsze starcie z choroba - 2:1 dla nas ;)

Post autor: Odlegly » ndz lut 12, 2012 2:26 am

Wszystko idzie coraz lepiej.
Syn zalicza kolejne egzaminy na studiach na najwyzszych ocenach na roku.
Nasze relacje nigdy nie byly tak dobre. Gdy wyjezdzam gdzies samochodem to chetnie sie wprasza na przejazdzke.
Lubi wtedy pogadac i widze ze sprawia mu to ulge. Widze ze sie bardzo stara, patrzy krytycznie na siebie z przeszlosci ( tym ktorzy nie wiedza przypominam, ze ja nie bylem najlepszym ojcem i zmiany zaczalem od siebie), unika sytuacji stresowych i zdaza mu sie ustapic aby nie stwarzac napiec.

Podczas przejazdzek rozmawiamy o roznych sprawach i jest to dla mnie okazja zeby poznac jego problemy. Synowi czasami jest trudno sie wyslowic zeby dobrze opisac co sie z nim i wokolo niego dzieje, wiec pomagam mu taktownymi pytaniami. Latwo go mozna urazic wiec delikatnosc wskazana.
Czesto rozwiazania z tych rozmow wprowadza w zycie. NIE OD RAZU. Wyraznie musi je "przetrawic" ale i tak w koncu wygrywa zdrowy rozsadek i wybiera te lepsze rozwiazania lub wprowadza w zycie pomysly ktorych wczesniej za zadne skarby by nie zastosowal. CIERPLIWOSC

W ogole mimo swoich 23 lat syn zachowuje sie tak jakby uczyl sie zyc na nowo i my rodzice jestesmy mu bardzo w tym potrzebni. Przechodzilismy wspolnie przez wszystkie jego leki i obawy. I tak na razie zostalo do dzisiaj.
Mam swiadomosc ze takie postepowanie rodzicow nie jest standardem i ze niby czlowiek w tym wieku powinien uczyc sie zycia sam, ale Syn jest jakby "Nowy" i trzeba mu pomoc sie odnalezc. Mam wrazenie ze chorowal przez bardzo dlugi okres. Symptomy widze w odleglej przeszlosci. To tak jakby choroba pochlonela go w calosci i zablokowala kontakt ze swiatem. On naprawde uczy sie dopiero zyc. Czegos podobnego nie doswiadczalismy wczesniej i to jest wspaniale.
Syn mimo wysokiej dawki lekow (400mg clozapine dziennie regularnie) jest radosnym, milym i uczynym mlodym czlowiekiem. Jego ostatnia dewiza to: dawac wiecej niz sie otrzymuje.

Ciezka choroba to nie koniec swiata.
Pozdrawiam

ps. W przyszlym miesiacu rozmowa z lekarzem na temat obnizania dawek leku. Bedzie co robic ;-)
Mój pierwszy(nieco za długi)post opisujący historię mojego syna napisałem w dziale - KTO POMOŻE - w wątku ŚWIERZAK POZDRAWIA. Umiesciłem w nim moment ujawnienia się choroby. Nie zauważyliśmy wcześniej jej obecności w naszym życiu. Zdarza się.

Awatar użytkownika
Lappi
zaufany użytkownik
Posty: 47
Rejestracja: ndz lip 03, 2011 7:47 pm
Gender: None specified

Re: Pierwsze starcie z choroba - 2:1 dla nas ;)

Post autor: Lappi » ndz lut 12, 2012 2:44 pm

Bardzo pozytywna historia. Syn otrzymał duże wsparcie od Ciebie, to się chwali...

Awatar użytkownika
moi
moderator
moderator
Posty: 27828
Rejestracja: czw maja 18, 2006 1:12 pm
Gadu-Gadu: 9
Lokalizacja: Dolny Śląsk
Gender: None specified

Re: Pierwsze starcie z choroba - 2:1 dla nas ;)

Post autor: moi » ndz lut 12, 2012 6:25 pm

Dużo dałeś synowi od siebie: wsparcia, opiekę. Myślę, że wielu krewnych osób chorych na schizofrenię może się od Ciebie uczyć.

Pozdrawiam.m.

Awatar użytkownika
Ralf
zaufany użytkownik
Posty: 11809
Rejestracja: sob maja 14, 2011 7:23 pm
płeć: mężczyzna
Gender: Male

Re: Pierwsze starcie z choroba - 2:1 dla nas ;)

Post autor: Ralf » czw wrz 06, 2012 9:37 am

moi pisze:Dużo dałeś synowi od siebie: wsparcia, opieki. Myślę, że wielu krewnych osób chorych na schizofrenię może się od Ciebie uczyć.

Pozdrawiam.m.
:)
"Żyjemy w świecie przyjemności pozbawionych radości"
"Nie widzę gwiazd, lecz muszę trwać"

Odlegly
bywalec
Posty: 46
Rejestracja: czw lip 09, 2009 10:25 pm
Lokalizacja: Londyn
Gender: None specified

Re: Pierwsze starcie z choroba - 2:1 dla nas ;)

Post autor: Odlegly » ndz lis 18, 2012 1:16 am

Dzięki mei, Lappi ,moi i Rudolf :wink:

Drugi rok studiów rozpoczęty.
Pierwszy egzamin - najlepszy wynik na roku. Wiadomo zaczęły się lekcje jazzu, a to jego konik :D

Rodzice poszukajcie w czym wasze dziecko jest specjalistą i pierwszy krok przed wami: planowanie.

To są nasze dzieci a ta choroba niestety przedłuża im dzieciństwo.

Te nasze "maluchy" są szczególne. Robią tylko to z czym się głęboko identyfikują. Reszta to zbędny balast. Kto tego nie zrozumiał już przegrywa na starcie.

Tak więc: Planowanie.
Mój pierwszy(nieco za długi)post opisujący historię mojego syna napisałem w dziale - KTO POMOŻE - w wątku ŚWIERZAK POZDRAWIA. Umiesciłem w nim moment ujawnienia się choroby. Nie zauważyliśmy wcześniej jej obecności w naszym życiu. Zdarza się.

Awatar użytkownika
spodsztancy
zaufany użytkownik
Posty: 6641
Rejestracja: ndz wrz 26, 2010 11:59 am
Status: aktor pisarz poeta. ostatnio mnie wystawiali na brodwayu
płeć: mężczyzna
Gender: None specified

Re: Pierwsze starcie z choroba - 2:1 dla nas ;)

Post autor: spodsztancy » ndz lis 18, 2012 1:26 am

Odlegly pisze:Pierwszy egzamin - najlepszy wynik na roku. Wiadomo zaczęły się lekcje jazzu, a to jego konik :D
No i pięknie. Tylko uważajcie aby dziecka nie "zalać" miłością.
Tak, ja mam wrażenia tylko po tym, co piszesz na forum, a piszesz głównie pozytywnie i z niewątpliwą nutką optymizmu.


Tylko, że ja mam popiątną diagnozę chyba: schiza prostak, schiza paranoidalna, hebefreniczna, borderline do tego i nerwica, wściekła wegetatywna

i gdyby mnie ktoś tak na co dzień chwalił, a tym bardziej kochał, to chyba jebnąłbym to wszystko w cholerę, bo nie przywykłem. :)
całuj rękę której nie możesz uciąć

Odlegly
bywalec
Posty: 46
Rejestracja: czw lip 09, 2009 10:25 pm
Lokalizacja: Londyn
Gender: None specified

Re: Pierwsze starcie z choroba - 2:1 dla nas ;)

Post autor: Odlegly » ndz lis 18, 2012 3:52 pm

No i pięknie. Tylko uważajcie aby dziecka nie "zalać" miłością.

Nie wiem jak się prawidłowo zaznacza cytaty. Sorry

Chyba że brak ustawicznego krytykanctwa można nazwać "zalaniem miłością". :wink:
Dawniej (przed diagnozą syna) irytowałem się na każdym kroku. A to że nic nie robi, a jak robi to też jakoś "głupio", jak coś mówi to często bez sensu i nielogicznie. Skutkowało to licznymi awanturami w domu.

Teraz też zdarza nam się mieć różnice zdań. Ale ja przestałem używać swojej "pozycji w rodzinie" żeby próbować osiągnąć jakiś skutek. Skończyłem rzucać epitetami, krytykować i wyszydzać itp.

Odnoszę wrażenie że na skutek choroby i panującej atmosfery w domu, umysłowy rozwój syna jakby się w pewnym okresie "zahibernował".
Obserwuję teraz jego "naukę życia". Widzę ,że jakby go dopiero odkrywał. Trochę jak nastolatek.

I to co robię teraz to po prostu staram się być rodzicem. Cokolwiek to może dziwnie brzmieć.

Zdaję sobie również sprawę z tego że nadopiekuńczość nie jest wskazana. Jednak spora część chorych pozostawiona samych sobie kompletnie wycofuje się z życia, bo ono je przytłacza.

Ja po prostu na razie niosę te rzeczy które dla mojego syna są nie do udźwignięcia. Uczymy się wszystkiego powoli.
Zauważam np. że rozmawiamy na jakiś temat w którym nasze poglądy się różnią. Dawniej wydawało mi się że, skoro przedstawiam wszystko logicznie ( i wogóle jestem taki "mądry" ) to bezapelacyjnie syn powinien potwierdzić mój pogląd.
Dzisiaj tak nie jest. Zostajemy obaj przy swoim zdaniu. I co ciekawe, często parę tygodni później, przy podobnej sytuacji syn przedstawia opinię spójną z moją, ale przedstawia ją jako własną. Często stwierdza: 'Wiecie , tak sobie przemyślałem że......."

I to jest wspaniałe. To znaczy że się z nią identyfikuje. A to naprawdę nie są złe rady dla niego.
Chory człowiek po prostu potrzebuje więcej czasu na naukę życia. A nie "na głęboką wodę".

Co ciekawe syn ma świadomość choroby. Nie ukrywa jej przed znajomymi. Ale nie poświęca chorobie swojego czasu, nie interesuje się nią i nie analizuje. Jakoś tak świadomie lub nieświadomie wybiera życie. Nie siedzi na forach internetowych w tym temacie. Raz zdarzyło się ze miał kilkudniowego doła i nalegał na spotkanie z psychologiem. Wrócił ze spotkania uskrzydlony.
Wszystko mu się wyjaśniło.

Jak tak teraz patrzę, to zauważam że dość dużo ludzi (często młodych) ma problemy ze zdrowiem psychicznym. Sądzę że ,spora część tych osób miała by lepszą jakość swojego życia gdyby otrzymywali przez pewien czas właściwe wsparcie.
Ostatnio zmieniony ndz lis 18, 2012 4:41 pm przez Odlegly, łącznie zmieniany 1 raz.
Mój pierwszy(nieco za długi)post opisujący historię mojego syna napisałem w dziale - KTO POMOŻE - w wątku ŚWIERZAK POZDRAWIA. Umiesciłem w nim moment ujawnienia się choroby. Nie zauważyliśmy wcześniej jej obecności w naszym życiu. Zdarza się.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 16967
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna
Gender: None specified

Re: Pierwsze starcie z choroba - 2:1 dla nas ;)

Post autor: cezary123 » ndz lis 18, 2012 4:13 pm

przeglosowany pisze:
i gdyby mnie ktoś tak na co dzień chwalił, a tym bardziej kochał, to chyba jebnąłbym to wszystko w cholerę, bo nie przywykłem. :)
A co byś zrobił, gdyby ktoś z rodziny co dzień subiektywnie porównywał Ciebie ze sobą na Twoją niekorzyść?
Nawet, jeżeli obiektywnie wszyscy inni by twierdzili, że i Ty i on jesteście całkiem przeciętni i nie macie powodu do chełpienia się czymkolwiek?

Odlegly
bywalec
Posty: 46
Rejestracja: czw lip 09, 2009 10:25 pm
Lokalizacja: Londyn
Gender: None specified

Re: Pierwsze starcie z choroba - 2:1 dla nas ;)

Post autor: Odlegly » ndz lis 18, 2012 4:44 pm

cezary123 pisze:
przeglosowany pisze:
i gdyby mnie ktoś tak na co dzień chwalił, a tym bardziej kochał, to chyba jebnąłbym to wszystko w cholerę, bo nie przywykłem. :)
A co byś zrobił, gdyby ktoś z rodziny co dzień subiektywnie porównywał Ciebie ze sobą na Twoją niekorzyść?
Nawet, jeżeli obiektywnie wszyscy inni by twierdzili, że i Ty i on jesteście całkiem przeciętni i nie macie powodu do chełpienia się czymkolwiek?
Cezary123, Czy tak jest do dzisiaj ? Czy to twój domownik ?
Mój pierwszy(nieco za długi)post opisujący historię mojego syna napisałem w dziale - KTO POMOŻE - w wątku ŚWIERZAK POZDRAWIA. Umiesciłem w nim moment ujawnienia się choroby. Nie zauważyliśmy wcześniej jej obecności w naszym życiu. Zdarza się.

cezary123
zaufany użytkownik
Posty: 16967
Rejestracja: pn paź 10, 2011 9:47 pm
płeć: mężczyzna
Gender: None specified

Re: Pierwsze starcie z choroba - 2:1 dla nas ;)

Post autor: cezary123 » ndz lis 18, 2012 4:57 pm

Tak bywało czasami ale już sobie z tym poradziłem. Trzymam się na dystans. To była, zdaje mi się zwykła nieuczciwa, niezdrowa konkurencja pomiędzy mężczyznami.
Tak jak mówiłem - obiektywnie i ja i on jesteśmy całkiem przeciętni i nie mamy czym się chełpić.
A rywalizować tak można, "porównując się", ale tylko z samym sobą, aby zwalczać swoje własne niedoskonałości i braki i rozwijać się ku lepszemu.

Odlegly
bywalec
Posty: 46
Rejestracja: czw lip 09, 2009 10:25 pm
Lokalizacja: Londyn
Gender: None specified

Re: Pierwsze starcie z choroba - 2:1 dla nas ;)

Post autor: Odlegly » ndz lis 18, 2012 7:41 pm

cezary123 pisze:Tak bywało czasami ale już sobie z tym poradziłem. Trzymam się na dystans. To była, zdaje mi się zwykła nieuczciwa, niezdrowa konkurencja pomiędzy mężczyznami.
Tak jak mówiłem - obiektywnie i ja i on jesteśmy całkiem przeciętni i nie mamy czym się chełpić.
A rywalizować tak można, "porównując się", ale tylko z samym sobą, aby zwalczać swoje własne niedoskonałości i braki i rozwijać się ku lepszemu.

Mądry z Ciebie gość.
A to też się liczy w rywalizacji. :wink:
Mój pierwszy(nieco za długi)post opisujący historię mojego syna napisałem w dziale - KTO POMOŻE - w wątku ŚWIERZAK POZDRAWIA. Umiesciłem w nim moment ujawnienia się choroby. Nie zauważyliśmy wcześniej jej obecności w naszym życiu. Zdarza się.

Trancer
bywalec
Posty: 37
Rejestracja: sob lut 01, 2014 6:10 pm
płeć: mężczyzna
Gender: None specified

Re: Pierwsze starcie z choroba - 2:1 dla nas ;)

Post autor: Trancer » ndz kwie 06, 2014 9:38 pm

Uwielbiam czytać ten post. On dobitnie pokazuje, że schizofrenia nie jest chorobą, która musi całkowicie niewolić nasz umysł do końca życia. Cieszę się, że twój syn zapowiada się na dobrego muzyka. Czasem mi się wydaje, że mimo tego, iż mam 24 lata, nie osiągnę już nic w swoim życiu i będę egzystował na marginesie już do końca moich dni. Targają mną takie sprzeczne uczucia - chcę się spotykać z ludźmi, ale gdy się już nimi spotkam, to po 20 minutach chcę od nich uciekać, gdyż mam świadomość, że nigdy im nie dorównam w sposobie, jakim oni wyrażają swe poczucie humoru, że nigdy nie będą mnie otaczać dobrzy i pomocni przyjaciele, że nie nadaję się do życia w obecnym społeczeństwie, bo mnie ono przytłacza. Przed zachorowaniem na schizofrenię niczego takiego nie było, dlatego tęsknię za tamtym życiem, które i tak nie wróci. Ucieczka jak najdalej stąd wydaje się dobrym rozwiązaniem, ale wcale tak nie jest. I to właśnie mnie uświadamia, że może już nigdy nie znajdę miejsca w społeczeństwie, a schizofrenia opanuje mnie do cna i skończę w szpitalu, ale ja nie mam zamiaru tam się wcale wybierać, bo wyjdę z niego z poczuciem, że jestem jeszcze bardziej wyobcowany niż przedtem.

Wróć do „moje dziecko jest chore”